sty 26 2009
Miedziany dach Archikatedry św. Jana
Czy zastanawialiście się, dlaczego odbudowane kościoły po II wojnie światowej posiadają miedziane dachy? Mimo, że przed 1939 rokiem tylko jeden zabytkowy budynek (Pałac pod Blachą) był takim dachem pokryty.„Bryła katedry z jej ogromnym dachem stanowi dominantę całego Starego Miasta. Wszystkie źródła stwierdzają, że pierwotnie katedra miała pokrycie dachówkowe. Dachówką kryty był również odbudowywany obecnie Zamek Królewski. (…) Piszę ten list zrospaczony”
apelował Zachwatowicz w liście do prymasa
„Uznając motywy pana profesora podyktowane postulatami stylu i charakteru Starego Miasta, w które wpisana jest odbudowa katedry, wsparte nadto wielką miłością wobec odtworzonego zabytku pragnę jednak zająć stanowisko odmienne, podyktowane względami praktycznymi: dach pokryty dachówką, nawet najlepszego gatunku, o co tak trudno, wymaga ciągłych remontów, bardzo kosztownych na tak stromym zabytku. Trudno jest zabezpieczyć przechodniów przed spadającymi dachówkami. Jestem zdania, że mocna zielona plama katedry korzystnie zagra na tle czerwonych dachów Starego Miasta i Zamku. Sądzę, że pan profesor doceni moje stanowisko pozytywnie, bo swej troski o zabytki dowiodłem przy regotycyzacji katedry gnieźnieńskiej i odbudowie katedry warszawskiej”
odpowiedź Prymasa Wyszyńskiego
Niestety dalsza walka skazana była na przegraną. Miedziane dachy pokryły już coraz większą ilość kościołów, z czasem patynując zmieniły kolorystykę budynków.
Bibliografia:
R. Kunkel, Architektura gotycka na Mazowszu, Warszawa 2006.
J. S. Majewski, 20. rocznica śmierci Jana Zachwatowicza, bój profesora o zachowanie dachów katedry, http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34860,1624295.html
Zdjęcia własne

Organ music
mar 25, 2011 @ 18:03:02
… nie mówiąc już o tym, że „wspaniała troska” ks. prymasa wyrażona poprzez karygodną skądinąd regotycyzację katedr gnieźnieńskiej, poznańskiej (warszawska, odbudowana od zera, tu się nie liczy), co niektórych kościołów w Warszawie, nade wszystko przejawiła się poprzez bardzo niechlubny proceder wykradania zabytków ze śląskich kościołów, nie tylko zresztą katolickich, w celu uzupełnienia zniszczeń wojennych w kościołach Warszawy, Płocka i całej wschodniej Polski. Szczególnie interesująco przedstawia się wędrówka „odzyskanych” zabytków w świetle drogi życiowej Prymasa – gdziekolwiek był, coś po sobie zostawił. Niestety, nie swojego, lecz skądś wyjętego.
Wystarczy wejść do kościołów oo. reformatów czy św. Trójcy na Solcu, lub też do katedry polowej, by móc podziwiać wspaniałość sztuki śląskiej. Niestety, otoczenie się nie zgadza…