Wybuch w Rotundzie

Najdokładniej i najszybciej o katastrofie informował „Express Wieczorny”. Jego dziennikarze byli na miejscu już kilka minut po wybuchu. Podobno to władze decydowały o tym, które redakcje mogą relacjonować o takich wydarzeniach jak katastrofa w Rotundzie. Informacje w „Expressie” zajmowały prawie całe pierwsze strony. Dziennikarze rozmawiali ze świadkami. Odwiedzali rannych w szpitalu. Nie były to jedynie suche, oficjalne relacje:
W nocy na miejscu zastajemy pracowników Mostostalu, Beton-Stalu, Instalu, Elektromontażu, junaków z OHP. Są samochody z Betonstalu i Transbudu. Non stop kilkanaście wywrotek wywozi gruz i fragmenty konstrukcji. Rozmawiamy z brygadzistą Mostostalu Leonardem Grunerdem. Pracuje już czwartą noc. Ta pierwsza była najcięższa, mróz dochodzący do 20 stopni. Ludzie kostnieli. Ratowały nas gorące posiłki i napoje z Zodiaku – relacjonował „Express
15 lutego 1979 roku około godziny 12.40 podczas „zimy stulecia” w ścisłym centrum Warszawy nastąpił wybuch, który doszczętnie zniszczył jeden z budynków. Bilans tej katastrofy był przerażający, 49 ofiar śmiertelnych (część zmarła w szpitalu), 135 rannych. Żelbetowa konstrukcja budynku zapadła się do środka. W jego wnętrzu powstał olbrzymi lej. Ocalał za to znajdujący się w podziemiach skarbiec – i cudem – dwie znajdujące się przy nim pracownice banku. Podejrzewano władze o zaniżanie faktycznej liczby ofiar (według relacji do prosektoriów zawieziono 60 ciał -Andrzej Winiarski, dyżurny na stanowisku kierowania stołecznej komendy straży pożarnej; według przekazów władze zaniżały liczbę ofiar, żeby nie przyjeżdżała międzynarodowa komisja, innym powodem była wszechobecna gierkowska propaganda sukcesu), w chwili wybuchu wewnątrz znajdowało się 170 pracowników i około 300 klientów. Odgłos słyszało setki tysięcy warszawiaków, siła wybuchu była tak duża, że uniosła budynek w powietrze.
Położenie Rotundy sprawiło, że akcję ratunkową zaczęto niemal natychmiast. Przez sześć dni szukano w rumowisku zasypanych ludzi. Pracowało przy tym blisko 2 tys. osób (dowodził dowodził Edward Gierski z Państwowej Straży Pożarnej). Z ruin wyciągano martwe ciała. Jeszcze 17 lutego dokopano się do czterech zwłok, a 19 lutego – do następnych dwóch. Według oficjalnych danych na miejscu zginęło 45 osób, głównie pracowników i klientów banku. Następne cztery zmarły w szpitalu. Z pomocą ruszyli przechodnie, przyjechały karetki pogotowia ze stacji przy ulicy Hożej, a w hotelu Forum zorganizowano punkt oddawania krwi, a z baru Zodiak (obecnie Pizza Hut i KFC) donoszono gorące posiłki. Około 70 osób zostało rannych, zakrwawieni ludzie biegli środkiem Jerozolimskich i Marszałkowskiej. W miejscu budynku zostały zgliszcza i lej, do którego wpadło wiele osób i skąd dobiegały gasnące głosy. Na wietrze trzepotały pogięte żaluzje. Ktoś z gruzowiska wynosił porozrzucane pieniądze, ale wielu przypadkowych przechodniów rzuciło się na ratunek. Warszawiacy oddali wtedy setki litrów krwi, aż nie było gdzie jej konserwować. Świadkom do dziś pozostały obrazy: kobieta w niebieskiej sukience, którą wyrzuciło z budynku i tak już została, bez jednej ręki. Albo inna kobieta w zaawansowanej ciąży, która spadła z antresoli. Jej zdjęcie znalazło się w serwisie PAP i obiegło świat. To Halina Sztabińska. Żyje, ukochany syn również. Co roku w rocznicę tragedii przychodzi pod Rotundę na milczącą uroczystość. Listy zabitych podały wszystkie warszawskie gazety. Kondolencje złożyli Edward Gierek i Leonid Breżniew.
Obywatele przyzwyczajeni byli do tego, że przy każdej niemal okazji rządzący drugim Królestwem Kongresowym okłamują i przeinaczają wszystko, co się da. Także i wtedy doszukiwano się mniej oficjalnych przyczyn katastrofy. Mówiono, że władza narobiła malwersacji finansowych i wysadziła bank, aby je ukryć, wspominano o tajemniczym telefonie, którym ktoś rzekomo usiłował ostrzec pracowników banku, pojawiły się też plotki, że eksplozja była dziełem podziemnej organizacji antysocjalistycznej.
W ocenie komisji powypadkowej przyczyną wybuchu było pęknięcie zaworu przewodu gazowego przechodzącego pod chodnikiem, wywołanego drganiami z linii średnicowej (budynek nie był podłączony do instalacji gazowej). Szlakiem telekomunikacyjnym gaz przeniknął do podziemia rotundy, niska temperatura spowodowała wykroplenie się substancji zapachowej. Zamarznięta woda i śnieg zablokowały studzienki a dalej już wystarczyła iskra. Do wybuchu wystarczy już 5 procent gazu w powietrzu. Do dziś dużo osób nie chce wierzyć w tą wersję.
O podjęciu decyzji o odbudowie Rotundy PKO gazety donosiły już 17 lutego, wraz z kondolencjami złożonymi rodzinom ofiar przez Edwarda Gierka. Była to sprawa priorytetowa. Codziennie na placu budowy pracowało blisko sto osób. Wprawdzie początkowo ukończenie robót przewidywano dopiero w sierpniu, ale były naciski, aby budynek oddać do użytku już w święto 22 lipca 1979 r. Odbudowę nadzorował współprojektant dawnego gmachu Rotundy – architekt Piotr Zajlich. Wprowadził on sporo zmian, m.in. zasugerowanych przez komisję badającą przyczyny wypadku. Dotyczyły one nowych materiałów konstrukcji, instalacji, a także samego sposobu użytkowania wnętrza. „Stosownie do nowych założeń będą tutaj jedynie kasy PKO, a księgowość i ewidencja przeniesione zostaną do centrali banku. Wprowadzenie terminalu pozwalającego na szybkie sprawdzanie kont, pozwoli zmniejszyć personel” – czytamy w „Stolicy”. Pod koniec października 1979 została ponownie oddany do użytku, wmurowany kamień opowiada nam nadal o ofiarach tej tragedii.

Kilkanaście lat po katastrofie pracownik Rotundy Zofia Suchenek tak ją opowiedziała:

„Na chwilę zgasło światło, po czym nastąpiła eksplozja. W budynku nie było słychać huku, miałam wrażenie, jakbym szybko jechała windą do góry. Trwało to kilka sekund. Gdy opadł pył, wyszłam na zewnątrz”.

na podstawie artykułu z Focus, wydanie specjalne; luty/marzec 2006, s. 8-9;

http://www.wprost.pl/ar/?O=56303

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1914027.html

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,1914025.html

http://www.rp.pl/artykul/85895.html?print=tak

Podobne wpisy

You can leave a response, or trackback from your own site.

3 Responses to “Wybuch w Rotundzie”

  1. chwastowisko pisze:

    Wspomnienia stanęły mi przed oczami… Tamtego dnia odwiedzałam kogoś w szpitalu i tam się dowiedziałam o wybuchu, bo wszystkie szpitale były postawione w stan gotowości. Wieczorem (a może po upływie doby to było? nie pamiętam) jechałam Marszałkowską tramwajem – koszmarny widok.
    Od tamtej pory nie lubię Rotundy i staram się trzymać od niej z daleka. Mimo, że wierzę w oficjalną wersję zdarzeń… a może właśnie dlatego.

  2. warsaw_subjective pisze:

    Ciekawy wpis, mam wrazenie ze historia popada powoli w zapomnienie, szczegolnie wsrod mlodszych ludzi – choc rotunda jest nadal chyba najpopularniejszym miejscem spotkac w Warszawie.
    Blog dodaje do blogrolla i zapraszam do siebie: warsawsubjective.pl – może uznasz, że mnie też warto dodać.

  3. Greger pisze:

    ja się urodziłem 6 lat po tej tragedii, więc pamiętać nie mogę. jedyna wiedza jaką mogę mieć, to z materiałów historycznych. ale miło posłuchać naocznego świadka, który może coś powiedzieć :)

    nie popada całe szczęście :)
    ja jestem studentem historii, więc jak mi coś ciekawego wpadnie, to napiszę. ostatnio sesja, więc nie mam zbytnio czasu. a jeszcze mam full obowiązków w organizacjach studenckich. ale mam nadzieję, że to nie przeszkodzi w pisaniu bloga.

    dodałem Twojego bloga do listy.
    niestety jest bardzo dużo ciekawych blogów, których nie uwględniłem. ale jak zawsze coś ciekawego znajdę, to dodaje.

    co ciekawe mam na stronie moduł wyświetlający ostatnie posty, google łatwiej je tym samym łatwiej indeksuje.

Leave a Reply

Powered by WordPress | Free WordPress News Theme by Free WordPress Themes | Thanks to Premium Themes and WordPress 3 Themes