kwi 5 2009
Lech Wałęsa, a badania nad historią
Ostatnio przez polskie media przetoczyła się burza w związku z publikacją młodego historyka, Pawła Zyzaka. Znów jest atak na IPN.- Nie potrafię wymierzyć proporcji pomiędzy jedną a drugą intencją. Z całą pewnością jednak nie chodzi tu o poziom merytoryczny czy o metodologię pracy, a jest to sprawa, w kwestii której wypowiadają się urzędnicy państwowi, co uważam za jeden z największych skandali w historii Polski po 1989 roku. Jest to rzecz niebywała, kiedy premier, minister edukacji, marszałkowie Sejmu wypowiadają się na temat metodologii konkretnej dyscypliny naukowej, nie powołując się przy tym na ekspertyzy wykonane na ich zamówienie. Gdyby powstała taka ekspertyza historyków zawodowych, wtedy mógłbym z nią dyskutować lub uznać jej rację. Natomiast kiedy profesor entomologii albo profesor prawa zabiera głos w sprawie metodologii prowadzenia badań historycznych, i to wyłącznie na podstawie artykułów prasowych, to już jest rzecz niemieszcząca się w żadnych standardach demokratycznego państwa prawa.
prof. Andrzej Nowak. Jest szum, bo napisano nie tak jak „trzeba” o Wałęsie, Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 4-5 kwietnia 2009, Nr 80 (3401).
Od poprzedniej nagonki, na Cenckiewicza i Gontarczyka, obecna różni się tylko jednym. Wtedy też najgłośniej wypowiadali się ci, którzy książki nie mieli nawet w ręku – ale jeszcze wstydzili się to powiedzieć. Obecnie wręcz wypada się na samym początku pochwalić: nie miałem tego „świństwa” w ręku, oczywiście, że tych „odrażających pomówień” nie czytałem – w końcu wszystko, co trzeba wiedzieć, zawarte zostało w wyznaczającym poprawność artykule „Wyborczej” pod godnym „Żołnierza Wolności” tytułem „Magister z IPN szkaluje Wałęsę”. (…) A więc winą IPN ma być to, że udostępnił obywatelowi Zyzakowi dokumenty (do czego skądinąd zobowiązuje go ustawa)? Pan Chlebowski chyba nie doczytał „Wyborczej”. Przecież, tak jak Cenckiewicza i Gontarczyka gnojono za to, że oparli się tylko na dokumentach, tak winą Zyzaka ma być to, że zamiast na dokumentach oparł się na ustnych relacjach. Tak? Jan Tomasz Gross też opiera się na ustnych relacjach, nie poddając źródeł żadnej krytyce, nie konfrontując ich z innymi, cytując, gdy mu to wygodne, całkowicie bezrefleksyjnie. Książka „Sąsiedzi” opiera się w zasadzie na opowieści jednej jedynej osoby, choć na jej wiarygodności waży fakt, iż jest to były ubek, jako tako odpowiedzialny za zbrodnie na Polakach, a więc z natury skłonny naginać prawdę dla samousprawiedliwienia. Czy państwo pamiętają, jak zachwycało się tą książką to samo towarzystwo, które dziś staje w obronie godności Wałęsy? W obronie Wałęsy, samo to jest już wystarczającą obłudą. Bodaj tylko jednego Urbana wśród tych obrońców brakuje – szkoda, bo gdyby i on dziś zagęgał głośno, jakim to wielkim człowiekiem jest Wałęsa i jak bardzo nie wolno podważać jego zasług, to byłby już komplet. I właściwie nie wiem, dlaczego tego nie zrobił, skoro głównymi obrońcami Wałęsy są dziś tacy ludzie, jak Kwaśniewski, Szmajdziński czy Napieralski. Trudno się dziwić, zważywszy na to, kto najwięcej skorzystał na takiej właśnie a nie innej drodze od PRL do III RP, jaką nas Wałęsa poprowadził. A obok nich – całe towarzystwo, które piętnaście lat temu szydziło, że „bendem prezydentem” i „o take Polske”, że cwaniak, który się załapał na zasługi innych, że prostak, który dwóch słów nie umie sklecić, że po chamsku ludziom bluzga (no bo wtedy traktował tak redaktora Turowicza, a nie „swołocz opluwającą wielkiego Polaka” – by posłużyć się niezrównaną frazą Tomasza Lisa), przede wszystkim zaś – że dyktator, człowiek, który nie uszanuje prawa, będzie nadużywał służb specjalnych. Niepojęte – dziś, gdy właśnie takie książki, jak ten przez nikogo nie przeczytany Zyzak, przyznają im rację, gdy opisane zostaje, jak Wałęsa nadużywał władzy, jak posyłał UOP do czyszczenia nawet dokumentacji w swojej szkole podstawowej, Michnik i jego dwór powinni powiedzieć: no proszę, mówiliśmy! A tu nagle – całkiem na abarot! Bo interesiki się zmieniły? Oni, ci sami, którzy ogłaszali inkwizycję i „państwo wyznaniowe”, kiedy kościelne wydawnictwo odmówiło druku pedalskich wierszy amerykańskiego poety, niezłomni obrońcy Nieznalskiej, apologeci Grossa, wrogowie „cenzury”, jaką było użycie w ustawie pojęcia „wartości chrześcijańskie” – teraz nagle kibicują odbieraniu tytułów naukowych, domagają się palenia książek, bodaj jakiejś specjalnej ustawy chroniącej Wałęsę przed ujawnianiem prawdy o jego życiu. I żeby państwo zadekretowało jedynie słuszną wersję historii – „a kto powie, że nie, to go w mordę”.
Rafał Ziemkiewicz, Rzygając, czyli o hipokryzji
Mawia się jeszcze o pracach IPNu skierowanych przeciwko pewnym środowiskom i walce politycznej. Ano jest to prawda. Instytut Pamięci Narodowej prowadzi politykę skierowaną przeciwko partii politycznej Sojusz Lewicy Demokratycznej, jej środowisku i wyborcom. A jaką politykę prowadzi SLD, Wyborcza i inni wrogowie IPNu?
Generał Wojciech Jaruzelski jako frontowy żołnierz przeszedł tragiczny polski szlak – z syberyjskiej zsyłki do polskiego wojska, a z nim aż na brzeg Łaby. Brał czynny udział w wyzwoleniu Warszawy, Polski i pokonaniu hitlerowskich Niemiec. Potem z powodzeniem budował siły zbrojne. W godzinie największej próby potrafił nieszczęście obcej interwencji i wojny domowej od kraju odwrócić, by następnie odegrać decydującą po stronie partyjno-rządowej rolę w doprowadzeniu do porozumienia i Okrągłego Stołu. W konsekwencji – do pokojowego przekazania władzy w ręce opozycji demokratycznej. Nie jest winą Generała, że wówczas nie braciom Kaczyńskim. To były suwerenne decyzje i wybory nowych elit politycznych. Zostawszy pierwszym prezydentem wolnej Polski swą kulturą w stosunku do innych instytucji demokratycznego państwa i pokorą wobec wszystkich skutków własnej działalności dawał przykład służby państwowej najwyższej próby. Generał Jaruzelski dobrze zasłużył się ojczyźnie.
Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski, SLD w obronie generała Jaruzelskiego.

