Bitwa o centrum. Egzekucja komornicza w KDT

Bitwa o KDT Kilka dni temu, w ścisłym centrum Warszawy, miał miejsce protest kupców z likwidowanej hali KDT. Kupcy, zgodnie ze swoimi zapowiedziami nie mieli zamiaru wpuścić komornika i zapowiedzieli protest. Od 8 rano miała miejsce bardzo nerwowa atmosfera, która przerodziła się w regularne zamieszki. W końcu doszło do blokady ulicy Marszałkowskiej i bitwy z policją.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli w momencie zdobycia przez policję hali, wejścia komornika i rozpoczęcia szturmowania biura. Kilkoro kupców weszło na dach, następnie krzycząc przez megafon domagali się zaprzestania egzekucji.

Poniżej zapis wideo wydarzeń z wtorku, 21 lipca. Jakość niestety nie jest najlepsza z uwagi na ograniczone możliwości telefonu komórkowego. Na szczęście dosyć dobrze widać zajścia, a nawet można rozpoznać osoby.

Nagranie przedstawia wiele szokujących scen. Uprzedzam, że występują dosyć często słowa, czy wyrażenia uznawane za niecenzuralne. Widzimy na nich protesty i zamieszki. Udało mi się zarejestrować dowód na to, że w momencie egzekucji wewnątrz hali było małe dziecko. Kolejnym szokującym faktem jest bijatyka kupców z ochroną. Słyszymy krzyki nawołujące do rzucania kamieniami. Dodatkowo oberwało mi się za zwrócenie uwagi kobiecie, że łamie prawo.

Zajścia pod KDT nie były lokalnym wydarzeniem. Szybko przestały być także sporem kupców z miastem. W starciach wiele osób odniosło obrażenia, użyto gazu pieprzowego i łzawiącego. Kupcy bronili się laniem silnego strumienia wody, a po jej odcięciu użyli gaśnic. Zamieszki przeniosły się z parku świętokrzyskiego na ulicę Marszałkowską, całkowicie ją blokując. W ruch poszły płyty chodnikowe. Media były na miejscu jeszcze przed rozpoczęciem egzekucji, początkowo o starciach informowały jedynie media lokalne. Później jednak już krajowe.

Pozostaje pytanie dlaczego kupcy aż tak zaciekle bronili się przed egzekucją. Odpowiedzi można szukać w negocjacjach z miastem. Hala pozostała jako obiekt tymczasowy i co kilka lat kolejny prezydenci przedłużali umowy z kupcami. Kupcy mieli w ratuszu swoich przedstawicieli. Nie od dziś wiadomo, że kupieccy przedstawiciele bardzo pomagali nieraz władzy, mieli cenne głosy w Radzie. Z pewnością sprawą tą powinny zająć się odpowiednie organy.

Inna sprawa to kwestia atrakcyjności działki. Ten teren jest najdroższy w Warszawie, stawki za metr mogą sięgać milionów złotych. Kupcy mieli bardzo atrakcyjne warunki do prowadzenia działalności. Miasto dzierżawiło im grunt po dosyć niskich cenach, towar kupowali tanio w hurtowniach, a potem odsprzedawali z zyskiem. Interes się kręcił.